Nienawidzę:
- zdjęć zakochanych par na insta/face i na realu też ich nie cierpie. Coraz bardziej mnie przygniata fakt, że ktoś kogoś kocha na tej planecie, a ja swoj ostatni związek zakończyłam w zeszłe wakacje. Od tego czasu były jakieś pojedyncze przypadki, ale nic więcej. Taka jestem GRUBA, SAMOTNA, BEZNADZIEJNA. Każdy sobie kogoś znajdzie, każdy. Tylko nie ja. BO JESTEM CHOLERNIE GRUBA!!!! Czuję się taka niekochana,tak bardzo mi brakuje tej ekscytacji i miłości:(
- moich szalonych, pijanych, imprezujących znajomych. W tym roku kończę 16 lat i mam najbardziej chujowe życie na świecie. Piję czasami, czasami się upijam, ale nie mam super-duper, imprezowej paczki znajomych, którzy by mnie gdzieś wyciągali, z którymi czułabym się okej. W wakacje miałam paczkę znajomych z moją przyjaciółką. Nie byli to szaleni super ludzie, ale w miare dobrze spędzało się czas. Niedawno odnowiły się kontakty. Oni wychodzą dalej, moja przyjaciółka razem z nimi - ja już nie. Weekendy są straszne. Kiedy każdy gdzieś wychodzi... poza mną.
- mojego pierdolonego laptopa, który ma zepsutą ładowarkę i sie wyłącza co 10-15 minut... Tak, to też musiało trafić na tą listę -.-
- mojej rodziny. Jest nas 5- dwie starsze siostry, ja i rodzice. Teraz siedzą wszyscy obok w pokoju i sobie żartują. A ja siedzę w pokoju obok. Bo mnie ta rodzina przecież nie obejmuje, prawda?:) Do tego moja najstarsza siostra cały czas ma do mie problemy. Studiuje w dużym mieście, żadko wraca. Niedawno przyjechała i już z góry coś do mnie miała. Nie gadamy od paru dni ;)
- siebie. Tego, że jestem słaba. Beznadziejna. Że dzisiaj robiąc turbo-spalanie, wytrzymałam, uwaga uwaga - 27 minut. Z przerwami. Że nie mogę być silna, nie umiem też być miłym czlowiekiem. Nie cierpie siebie. Jestem beznadziejna. I jeszcze bardziej nie cierpie siebie. Wy jesteście cudowne - trzymacie sie diety, pracujecie. Ja od nowego roku, potem od 1 dnia wiosny składałam sobie jakieś beznadziejne obietnice. I wyszło z tego gówno. Chyba tylko tyle moge wywnioskować, że jeszcze bardziej nie cierpie siebie.
- presji. Tego, że mam niedługo testy, a sama wywieram na siebie presje dostania się do super liceum. Do tego dochodzi mama, która tez mi powtarza, że albo ide do najlepszego liceum, albo tutaj, do mojego małego miasta. Najgorsza jest starsza o rok siostra, która uczy się w elitarnym liceum. A ja? Ta mała gówniara jest słaba, ona sie nie dostanie, nie ma szans!!!
- mojej przyjaciółki. Żeby spędzić z nią czas, muszę ją o to wyprosić tydzien wczesniej, bo ona sobie gdzies tam wychodzi i ma mnie w dupie. Czuje sie taka niepotrzebna.
Podsumowując, brakuje mi chłopaka, nie cierpie mojej rodziny, presji ze strony liceum, braku mojego imprezowego życia oraz przyjaciółka też troche zawodzi mnie.
No i tak wygląda życie Shan.
Otworzyłam sie w tej notce. Nie musicie jej czytac, jesli wam się nie chce. Najważniejsze, że ja ją napisałam. Czułam taką cholerną potrzebę.
Co tu wiele mówić? Nienawidzę siebie. Tego, że nie jestem na tyle bogata, żeby mieć ten piękny ogródek i taras obok swojego domu. Że mi brakuje wielu rzeczy. Że ciągle dążę do tej niewidzialnej idealności.
btw. zrezygnowałam z diety baletnicy, macie racje- to jedzenie jest jakies wtf. Mialam to samo na 4 dniu. Musze pomyslec nad inna, okresloną dietą. Jakies propozycje? Pomijając sgd i abc.
jestem do niczego, beznadziejna.
przepraszam za wszystko

.jpg)
