5 dzień SGD- spierdoliłam. Jutro mam 650 kcal, postaram się w ramach "przeprosin" samej siebie, zjesc 400 max, lub zrobić głodówkę. Nawet wolę nie zamieszczać bilansu, bo chyba mnie wyśmiejecie. Od rana wpychałam w siebie wszystko, pomimo, że nie czułam ani trochę głodu. Co za porażka. Na szczęście wieczorem z przyjaciółką wzięło się nam na wspomnienia, i oglądałyśmy nasze wakacyjne zdjęcia, włącznie z tymi w stroju kąpielowym. To chyba była największa motywacja jakiej mi trzeba. Z góry mówię - nigdy w życiu nie wylewał się ze mnie tłuszcz, ogólnie tak rodzinnie raczej jestem normalnej wagi, ale ja chcę kości. Wystających kości biodrowych, obojczyków, chudziutkich ramion.
Dzisiejszy temat notki. Początek i koniec. Początek, bo chciałabym tutaj odpowiedzieć na całkiem trafne pytanie Red Queen- jak to się zaczęło. A więc to. Czyli? Odchudzanie, obsesja na punkcie swojego ciała i kalorii. No cóż. Od zawsze była obok mnie starsza o 1,5 roku siostra. Która ma chudziutkie nóżki, jest ładniejsza i gniecie mnie pod każdym innym względem. Podczas wakacji w zeszłym roku, gdziekolwiek się z nią pojawiałam, nikt nie zwracał uwagi na mnie, wszyscy chcieli tylko z nią pogadać, ją poznać. To po pierwsze - chcę schudnąć, żebym to ja miała szanse na zostanie obiektem zainteresowania. Żeby to również mnie podziwiano. Kolejny powód- strasznie wkręciłam się w świat modelingu. Parę miesięcy temu napisała nawet do mnie scouterka z agencji modelek, powiedziałam, że podeślę jej polaroidy, ale nigdy nie odważyłam się tego zrobić... Na początku, jak dostałam od niej wiadomość, obiecałam sobie, że zaczne ćwiczyć, jeść super rzeczy itp. Ale to się nie stało. I tak do dzisiaj podziwiam modelki, świat mody, stojąc z boku. Faktem jest, że nie jestem mega wysoka, ale myślę, że gdybym była baardzo chuda, to miałabym szanse pomimo wzrostu (na azjatyckim rynku modelek nie trzeba byc bardzo wysokim). I to chyba główne powody, dlaczego to sie zaczęło. Pomijając te oczywiste, jak to, że po prostu chcę dobrze wyglądać w ciuchach, mieć najmniejszy rozmiar i być tą chudą przyjaciółką.A dlaczego koniec? Ponieważ dzisiaj zaczęłam się zastanawiać, co będzie, jak skończy się SGD. Lub jak dojdę do wymarzonej wagi. Lub jak już będą mi wystawać kości. Co wtedy? Co jeśli będę chciała zacząć jeść normalną dawkę kcal jak np 1200 kcal dziennie? Czy wówczas momentalnie przytyję 5 kg i efekty diety pójdą w zapomnienie? Jak to będzie na końcu, kiedy osiągnie się swój cel? Jakby nie patrząc, ana to nie jest prosty styl życia, jak bycie wysportowanym, czy coś takiego. Dlatego myślę, że ćwicząc podczas diety (tak delikatnie, jakieś kardio, czy coś typowo na spalanie) utrwalę efekty. Ale nie mam pewności. Jak wygląda wasz punkt widzenia w tej kwesti?
Trzymajcie się motylki
i nie dajcie się napadom!
S.
Z tego się nigdy nie wychodzi. Taka prawda, że prawdopodobnie myślenie o jedzeniu będzie Ci towarzyszyło już zawsze. To nic miłego, no ale niestety. Możliwe, że będziesz mogła wychodzić z tego lepiej, jeżeli przy okazji poćwiczysz.
OdpowiedzUsuńPowodzenia <3 Powinnaś wysłać te zdjęcia! A co, raz się żyje.
Dziękuję za odpowiedź. Zdziwiłaś mnie, zadając to samo pytanie. Postaram się w kolejnym poście coś o tym napisać.
OdpowiedzUsuńKiedy osiągniesz wymarzoną wagę po bilansach takich, jak np. SGD, będziesz później mogła jeść po 1200 kcal i nie utyć. Tylko, żeby nie było efektu jojo trzeba bardzo powoli podwyższać progi kaloryczne w skali tygodnia, np. o 50 - 100 kcal. I ćwiczyć też by wypadało. Noo, na pewno da się to obejść i wrócić do normalnego, w miarę normalnego jedzenia. Tylko trzeba obserwować na bieżąco zmiany w swoim ciele i działać odpowiednio. Ciężko mi coś doradzić, bo nie jestem dietetykiem i aż takiej wiedzy nie mam. Ale na pewno jest to możliwe. Przecież istnieją chudzinki, które tyle jedzą, ba - chudnie się na bilansach ok. 1000 kcal i można być chudym, więc jedząc codziennie 1200 kcal? Nie, to nie tuczy.
Większym problemem jest to, co w głowie. Jak napisała Vac. Myślenie zostaje. Ja, kiedy coś widzę do jedzenia - od razu myślę, ile to ma kalorii. W sumie, kaloryczność większości produktów znam na pamięć... Kalorie same sumują się w mojej głowie, nawet nie muszę sobie mówić "cholera, ile już dzisiaj zjadłam kalorii?". Kiedy ktoś by mnie zapytał na wyrywkę, pewnie odpowiedziałabym bez zawahania. Co innego, kiedy jest się w takim bulimicznym ciągu, ale wiesz, ostatnio świat mi się posypał, nigdy nie zdarzało mi się AŻ tak jeść, że 3-4 tysiące kcal kolejno przez 3 dni. Ale powoli wylizuje się z tego.
Więc po prostu po takim SGD Twoje myślenie może wyglądać tak, że "boże, 1200 kalorii to tak dużo" i będziesz się bała jeść tyle, by nie utyć właśnie. Wszystko jest kwestią podejścia. Wystarczy stopniowo znów dojść do takich bilansów i pozbyć się tego irracjonalnego lęku, że to TAK DUŻO. Bo to w sumie, mało.
Póki co, mam nadzieję, że dzisiaj będzie mniej niż 650 kalorii. Trzymam kciuki ;*
Masz cudowne plany z tym modelingiem. Uwielbiam świat mody, jest taki wspaniały, elitarny, niedostępny dla pierwszej lepszej osoby. Rzeczywiście na Azję mogą być także trochę niższe dziewczyny, więc super, jeśli by Ci się udało! *-* <3 Myślę, że mogłabyś już teraz spróbować wysłać polaroidy, skoro to ona sama wyraziła zainteresowanie Twoją osobą. To już bardzo wiele, nie każdy ma taką szansę. ~ Odnośnie tego, co będzie "po diecie" - ja się nad tym właściwie nie zastanawiam. Nawet jak osiągnę swój wagowy cel to nadal nie będę chyba potrafiła jeść więcej kalorii bez wyrzutów sumienia i nawet nie wiem czy będę chciała. Nie sądzę. Także wydaje mi się, że mam swoją dietę na całe życie. Ale jeśli Ty chcesz po osiągnięciu celu wrócić do normalnego odżywiania to oczywiście musiałabyś robić to bardzo ostrożnie i powoli, by nie utyć. Stopniowo zwiększać limity. No i tak jak już w poprzednich komentarzach dziewczyny napisały - myślenie zostaje.. Jednak co do tej wagi to naprawdę można wrócić do jedzenia i nie przytyć. Niedawno nawet czytałam wątek na zagranicznym forum, założyła go dziewczyna na restrykcyjnej diecie, można było codziennie czytać jej bilanse itp. Schudła i teraz chce utrzymać wagę, je już 1300kcal i nie tyje, a nawet schudła jeszcze gdy jadła już ponad 1000kcal. No więc to wszystko jest do ogarnięcia. :3
OdpowiedzUsuńTak jak powiedziały dziewczyny patrząc na produkt widzimy liczby. Nie mogę zapamiętać dat z historii, a tabele kaloryczne znam na pamięć. :D Nie martw się co będzie po osiągnięciu celu, teraz chudniesz bo organizm dostaje za mało kcal, ale gdy zaczniesz powoli wracać do normy waga nie będzie wzrastać :) Gdy skończyłam ostrą diete w zeszłym roku i jadłam po 1000-1200 kcal nadal chudłam, ok 1 kg mi tygodniowo schodziło- czasem mniej :) Więc spokojnie. ;)
OdpowiedzUsuńA co do modelingu to furtka otworzyla się sama przed Tobą skoro ktoś się do Ciebie odezwał. Nie zmarnuj tego <3
Chudnij .! <3
Hej! Napisałaś do mnie, więc Ci odpowiadam ^^ Z wojskowymi mam dla tego, że u mnie w szkole jest dużo klas profilowanych, między innymi jest wojskowa i to z nimi trafił mi się wf :) A co do pytania, spodziewam się, że chodzi Ci o pierwsze SGD, za pierwszym razem nie schudłam jakoś mega dużo, bo lekko ponad 4 kg straciłam, ale wiadomo jak to z człowiekiem jest :) I już teraz w sumie nie potrafię sobie wyobrazić siebie jedzącej beztrosko pizzę, czy ciasto, myślę, że już na zawsze zostanie w głowie ta myśl "ile kalorii ;o", również mam tak, że jedno spojrzenie na dany produkt i już widzę to w kategoriach kalorii, jestem uzależniona od biegania do kalkulatora i liczenia wszystkiego z dokładnością godną prawdziwego matematyka :D A co do Ciebie to wiedz, że wierzę w Ciebie, życzę Ci spełnienia tego marzenia o świecie modelingu, bo to ambitne plany, a ambitni ludzie są godni podziwu :) Pozdrawiam, trzymaj się :*
OdpowiedzUsuńKilka miesięcy temu ważyłam 54 kg. Myślałam, że już nigdy nie przytyję i będę taka lekka. Dziś ważę 72 kg... Nie wiem jak to się stało, że od października przytyłam tak dużo. Na początku normalnie jadłam, a potem popadłam w straszne kompulsy. W przeciągu jednego dnia potrafiłam zjeść kilka tysięcy kalorii. Heh... Albo się głodzę, albo obżeram. Chyba nie potrafię normalnie.
OdpowiedzUsuń